niedziela, 17 września 2017

Dwanaście centymetrów nieba - czyli margaretkowe botki

Cześć!
Jak pewnie dobrze wiecie w tym sezonie królują haftowane kwiaty na ubraniach i dodatkach. Idąc za trendami zakupiłam sobie botki z owym nadrukiem.
Kiedy weszłam do sklepu, zakochałam się od pierwszego wyjrzenia. Kompletnie straciłam dla nich głowę. Chcąc uniknąć zakupu szybko wyszłam ze sklepu, niestety po zrobieniu dwudziestu kółek wokół galerii musiałam tam wrócić. Dwanaście centymetrów piękności.
Buty wyszły z kolekcji Margaret, są zupełnie w moim stylu. Nadają się na eleganckie wyjście, imprezę w klubie, czy po prostu spacer. Dzięki swojej platformie wygodnie się je użytkuje. ;)
Mimo, że ciężko przejść w nich kilka kilometrów robią wrażenie. No i automatycznie wydłużają nogi, a idealny duet tworzą z czarnymi rurkami.
Ich cena to sto czterdzieści złotych, ale czego się nie robi z miłości, prawda?

Można je kupić w sieci sklepów Deichmann
A tutaj kilka zdjęć w owych cudeńkach:















*Post nie jest sponsorowany.

niedziela, 10 września 2017

Małe miasto - małe możliwości

 Dziś opowiem Wam o moich kompleksach związanym z mieszkaniem w małym mieście. Dziś nie zajmę się wszystkim, co mnie irytuje w moim miasteczku, lecz skupię się na możliwościach, a właściwie ich braku. Jeśli interesuje Was więcej na temat mojego miasta to zapraszam do posta mojej przyjaciółki, bo w 100% się z nią zgadzam.





1. Brak teatrów
O Matulu, ile ja  bym dała za choćby jeden teatr w moim mieście liczącym 15 tys. mieszkańców.  Niestety jedyny teatr, który tu zastałam, to przedstawienie ,,Casting'', w którym z moją przyjaciółką grałyśmy główne role.

2. Brak galerii i sklepów
Oj, przepraszam! Galerię mamy - netto, rossmann i pecpco - pozdrawiam.
Reszta sklepów to głównie lumpeksy i trzy biedronki. Coś dodać? :)

3. Nie ma gdzie wyjść w nocy
W sumie to nawet o 19 miasto już umiera, nie ma gdzie wyjść na drinka, na piwo, a najbliższy klub mieści się 20 km dalej. :(

4. Nie ma jak się rozwinąć
Nie ma gdzie pójść na staż, nie ma castingów, nie ma nic.

5. Ciężko złapać nowe kontakty.
Każdy każdego zna, a ludzie chcący się rozwijać opuszczają to miasto.

6. Ubierzesz się inaczej - wszyscy się na Ciebie patrzą.
Pamiętam taką sytuację - szłam w ogromnym kapeluszu, sukience maxi, okularach przeciwsłonecznych, fioletowa szminka - nawet pan na rowerze się za mną odwrócił.

7.Ciężko zaoszczędzić czas 
Bo wszystko jest daleko, a autobus miejski jest tylko jeden.

8. Brak muzeów, koncertów - kultura ogólnie leży.
Rozumiem, że w małym mieście jest ciężko o koncert Adele, ale wg. mnie powinny być organizowane jakieś wyjazdy dla mieszkańców na wydarzenia kulturalne.

9. Brak pracy w zawodzie
Chcę zostać dziennikarką - gdybym została w rodzinnej miejscowości to jedyną opcją byłby Dziennik Bałtycki.

10. Brak konkurencji 
No może nie brak, ale jest niska, więc niestety ceny wszędzie są podobne, a oferowane usługi przedstawiają nienajlepszy poziom - np. ciężko znaleźć dobrego fryzjera.

Wydaje mi się, że na te wszystkie czynniki wpływa głównie to, że młodzi ludzie opuszczają miasto i nie rozwija się ono - ale tu następuje paradoks, bo - dlaczego młodzi mają zostać w nierozwijającym się mieście. 


Od zawsze marzyłam o studiach, marzyłam o możliwościach miasta - teraz wyjeżdżam i jestem ciekawa jak będę mówiła o tym wszystkim za trzy lata. Kto wie, może wtedy będę z nostalgią wspominać miejscowość rodzinną, chcąc schronić się w ciszy, z książką przed pędzącym światem.
W końcu życie jest życiem i niczego nie należy wykluczać, prawda?

Kiedy poczujesz się komfortowo ze swoją niepewnością, w Twoim życiu pojawią się nieskończone możliwości. - Eckhart Tolle

niedziela, 3 września 2017

Najważniejszy egzamin w życiu czyli strachy na lachy i niepotrzebny stres.

Istnieją dwa typy ludzi: stresujący się wszystkim i w ogóle się niestresujący. Niestety bądź stety ja zaliczam się zdecydowanie do tych pierwszych. Od gimnazjum nauczyciele wywoływali u mnie stres jednym słowem, a właściwie to dwoma: ,,matura'' i ,,matematyka''.


Jestem humanistką (co oczywiście jest strasznie wstydliwe, ale wierzę, że nikt z czytających nie zdradzi tego sekretu nikomu. Wstydzę się tego tak samo, jak faktu, iż jestem kobietą i to w dodatku białą). 
Od podstawówki nie ogarniałam liczb, wykresów i wcale nie czułam się z tym źle, dopóki nie zaczęłam poważnie myśleć o maturze. Studia mam z tyłu głowy od dawna, bo jestem osobą bardzo ambitną (czasami aż za bardzo), więc musiałam się zmierzyć z matematyką. I wiecie co, poradziłam sobie. Rok systematycznej pracy, z cudowną nauczycielką, która znalazła jakąś drogę, aby wytłumaczyć mi te wszystkie srinusy i inne logarytmy. Było ciężko,ale dla chcącego nic trudnego. We wrześniu pisałam maturę na 8%, skończyłam na 56 i jest mi z tym bosko.

Mówili: ,,Będziesz nikim bez matury'' 
Mieli na myśli: ,,Ucz się, bo popsujesz mi statystyki''

W tym poście chodzi mi o to, że straszenie maturą jest bez sensu. Owszem, uważam, że jeśli ktoś ma problemy z jakimś przedmiotem (tak jak ja) to do niego należy przysiąść od dłuższego czasu. Ale po co nauczyciele wmawiają pierwszej klasie liceum, że już muszą się uczyć do matury. PRZESADA. Tak naprawdę jeśli uczycie się na średnim poziomie przez trzy klasy i  usiądziecie porządnie do książek w grudniu przed maturą zdacie ją na fajnym poziomie. 
Ale prawdą jest, że wtedy trzeba się zacząć uczyć typowo do matury. Tak zrobiłam z wosem - solidnie od grudnia i z językiem - wynik - taki jaki chciałam. 


Uczenie się do matury w pierwszej klasie jest bez sensu, znam osoby które uczyły się dla ocen i napisały maturę gorzej, gdzie ja od grudnia skupiłam się tylko na niej. Ten egzamin to loteria.
Oceny są nieważne, nie liczą się. Lepiej skupić się na arkuszach i działać na nich.
Po co w gimnazjum czy w pierwszej lub drugiej klasie stresować się maturą, która i tak nie odda całej Twojej wiedzy. 
Gdyby to co napisałam powiedział mi ktoś we wrześniu rok temu, powiedziałabym, że jest nienormalny, a matura to najtrudniejszy egzamin i na pewno go nie zdam. 
Dziś żałuję, że nie wrzuciłam na luz.

Ja nabawiłam się dzięki moim kochanym nauczycielom nerwicy i bardzo im za to dziękuję. Kochani. Dostałam się na wymarzone studia i cały system nauki do matury pozdrawiam środkowym palcem.


piątek, 9 czerwca 2017

Lookbook!

Słoneczko zaczęło ładnie grzać, więc każda z nas znowu zaczęła się zastanawiać - co ubrać?
W odpowiedzi przygotowałam filmik, w którym pokażę Wam trzy letnie zestawy. Jestem ciekawa waszej opinii, zapraszam do oglądania.


niedziela, 4 czerwca 2017

WRACAM NA STAŁE! + recenzja

Cześć, nie było mnie długo, ale nie będę przepraszać, wolę się zrehabilitować! Wiecie jak to było - rok nauki do matur, na szczęście już za mną. Kompletnie nie zajmowałam się modą, trendami, stawiałam głównie na naukę. Nawet nie oglądałam YouTube! Znaczy coś tam oglądałam, ale nie z mojego kanału i raczej okazjonalnie. Dziś mam ogromne braki i kompletnie nie wiem, co słychać w świecie. Jednak niedawno zaczęłam wakacje i mam zamiar pisać sto razy częściej i do tego wzbogacić o co nieco bloga (póki co - tajemnica) . Mam nadzieję, że to mi się uda, trzymajcie kciuki.

A zaczniemy lekko - od recenzji maseczki z Ziaji.



Tej marki nie muszę przedstawiać, sama bardzo lubię maseczki z tej serii i ,,zakładam'' je bardzo często. Z działania jestem zadowolona, oczyszcza dobrze twarz, powoduje, że jest gładka. Cena tego produktu jest również atrakcyjna, bo wynosi coś około dwóch złotych. Niestety ja z Ziają muszę uważać, bo niektóre produkty uczulają mnie (ale o tym post będzie). Niemniej jednak z tej maseczki, jestem bardzo zadowolona. Oczywiście nie oczekuję po niej także, że jak za sprawą magicznej różdżki cała moja skóra oczyści się z niedoskonałości, bo zapewniam - tak nie będzie. 
Produkt za całokształt dostaje ode mnie łapkę w górę. 

Może trochę większym minusem jest to, że wygląda się w niej ,, jakby ci ktoś beton na twarz wylał'' - pozdrawiam mojego chłopaka ;)


wtorek, 14 marca 2017

Paznokcie hybrydowe - recenzja

Cześć, od Studniówki zaczęłam się bawić w paznokcie hybrydowe. Kilka razy wcześniej byłam u kosmetyczki na pazurkach, ale kosztowało mnie to troszkę pieniążków, więc postanowiłam nauczyć się robić hybrydy sama. Zainwestowałam w Semilaca - zestaw startowy. Był to strzał w dziesiątkę, bo ta firma sprawdza się u mnie, póki co, rewelacyjnie.
Na początku trzeba coś zainwestować, bo zestaw kosztuje ok.200 zł, ale naprawdę warto, no i wychodzi taniej niż u kosmetyczki.

Sprzęt: 

Mój zestaw startowy to lampa LED 9 W, base, top, aceton, cleaner, waciki, patyczki i pięć lakierów w wersji mini. 

Jak oceniam? Lampa super, mimo negatywnych komentatorzy w sieci, ja jestem zadowolona. Wkładam paznokcie na 30 sekund i gotowe!
Co to trwałości lakierów - moje pierwsze hybrydy wyszły słabo, po tygodniu odkleiły się, ale to kwestia umiejętności, bo od tamtej pory robiłam je 3 razy i wyszły naprawdę super - nic się z nimi nie działo, zdjęłam je po dwóch tygodniach, bo moje oczy mają uczulenie na odrosty. 
Co do acetonu i cleanera - wszystko okej, działają. ;)
Co do lakierów - nakładam dwie lub trzy warstwy.




LINK DO ZESTAWU

OPINIE LAKIERÓW I MOJE MANICURE:



Tutaj lakiery z NeoNail - Pure Black i Glitter Silver - są okej, ale się rozlewają, więc trzeba na to uważać. 




Semilac 022 Mint, 130 Sleeping Beauty - obmre - są okej :)



 130 Sleeping Beauty

PODSUMOWUJĄC:
Hybryda jest czymś dla mnie, nie niszczy paznokci przy dobrym zdejmowaniu, dobrze się ją nosi dla mnie idealna ♥





Post nie jest sponsorowany, piszę po prostu swoją opinię.

środa, 1 marca 2017

Idealna suknia. Przepis.


Z suknią jak z ciastem? Niekoniecznie.

Dziś chcę z Wami pomonologować o ślubach, a konkretnie o modowej części tego tematu. U mnie do tego momentu jeszcze bardzo, bardzo daleko, ale ostatnio naoglądałam się serialu ,,Say YES your dress''. Pewnie kojarzycie. Zastanawiam się jak to jest – czy są wyznaczone trendy? Czy trendy wyznacza wyobraźnia Młodej? Do programu przychodzi tyle kobiet i każda z odmiennym zdaniem. Zafascynował mnie ten temat i jestem ciekawa Waszego zdania. Czy istnieje coś takiego jak idealna suknia ślubna? Pary zazwyczaj ,,hajtają'' się koło trzydziestki. Zatem dojrzałe kobiety powinny wyglądać elegancko – bo nie są już małymi dziewczynkami. A może wręcz odwrotnie? Może to ostatni raz powinny się nimi stać i założyć falbankowe sukienki. Oglądając program, przelatując internety nie widzę przepisu na idealną suknię.
Jest mnóstwo porad dotyczących makijażu, butów, fryzur. Według mnie to jednak młodzi powinni zdecydować o klimacie i stylu wieczoru. Więc chyba jestem za tym, że trendy wyznacza wyobraźnia. Projektanci mają różne zdanie na ten temat. Anna Kara i jej kolekcja to suknie długie, zwiewne, wiosenne, raczej na jedno kopyto. Flura& Żywczyk w tym sezonie doceniły uroki falbanki jako dodatku na dekolt lub w rękawkach. Emi Mariage wybrał tony klasyczne, proste i te zdecydowanie podobają mi się najbardziej. Jest to jednak indywidualna decyzja, z którą kiedyś zmierzy się każda z kobiet. No prawie. Co Wy o tym sądzicie?
A tu kilka przykładowych sukni, które z nich podobają Wam się najbardziej?  
Oto pewien, ciekawy sklep z sukniami  Millybridal UK



Mnie zdecydowanie te z ogromnym, rozkloszowanym dołem.

TUTAJ

TUTAJ






Przykładowa suknia ślubna Lace




Vintage style

TUTAJ




niedziela, 29 stycznia 2017

Za sto dni matura - czyli Studniówka 2017

Matura idzie do nas wielkimi krokami. Jak przygotowania u Was?
Bo u mnie średnio na jeża, chęci są - i na tym się niestety kończy. No, ale mam jeszcze trzy miesiące... nieważne.
Dziś o balu studniówkowym. Swój macie już za sobą? Jak się bawiliście?
Bo ja bawiłam się znakomicie, mimo że nasz bal odbywał się na sali gimnastycznej. Została przepięknie udekorowana w przedmaturalny klimat. Towarzystwo nie dało mi się nudzić, wybawiłam się za wszystkie czasy. Taniec, taniec i taniec.
Jeśli chodzi o sprawy urodowe to wybrałam srebrny makijaż oczu, obowiązkowo czerwoną szminkę, kok i szarą, bardzo połyskującą sukienkę. Widzicie na zdjęciach. :)
Oczywiście przed uroczystością tradycyjny polonez.
Zapraszam do galerii ;)






 


















piątek, 30 grudnia 2016

Zakochane we Wrocławiu ♥

Trzeciego grudnia wybrałam się z przyjaciółką do Wrocławia. Mieszkamy na drugim końcu Polski od tego miasta, a że nigdy w nim nie byłyśmy to chciałyśmy pozwiedzać. Szukamy miasta idealnego na studia.  Spodziewałyśmy się, że ,,Dobry Wrocław'' nas zachwyci, ale nie sądziłyśmy, że aż tak.







Kocham to miasto i wiem, że może kiedyś chciałabym bardzo tam zamieszkać, lub przynajmniej często odwiedzać. Nie wiem, czy to przez magię świąt, piękne ozdoby, niesamowitą atmosferę, czy nocne grzane wino, ale stało się. Zakochałam się.
Najfajniej zwiedza się najfajniejsze miasta z najfajniejszym ludźmi, nie Paulina?
Nocowałyśmy w Hotelu HP PLAZA, który jeszcze bardziej podkręcił ideał tego miasta. Sauna, Casino, a w nim trzy darmowe drinki - żyć nie umierać. Pokój hotelowy zaskoczył nas bardzo pozytywnie, zwłaszcza widok z okna,
We Wrocławiu podoba mi się to, że wszędzie jest blisko. Nie szło się zgubić. Pozwiedzałyśmy kilka muzeów, galerię sztuki, Sky Tower (najwyższy budynek w Polsce - magia)!





Świąteczne jarmarki, choinka sprawiły, że w ogóle nie chciałyśmy wyjeżdżać.  Po maturze wracamy tam!












Powrót stał się śmieszną przygodą, bo do połowy drogi dojechałyśmy blablacarem, a drugą połowę drogi liczyłyśmy na szczęście. Że zdążymy na ostatni autobus, co wcale nie było takie pewne. Ale głupi ma szczęście. a my znalazłyśmy swoje we Wrocławiu. Miły weekendzik w miłej atmosferze.

WROCŁAW - SZYKUJ SIĘ - WRACAMY PO MATURZE!